niedziela, 11 listopada 2012

"Miłość przez kabel"

Hej, hej, hej. To znowu ja. Poznaliście już moją plastyczną stronę, dlatego teraz czas na literacką. Dlatego też daję wam do przeczytania odpowiadanie, które NIE JEST romansem, chociaż po tytule można sądzić inaczej. A przynajmniej nie jest romansem w dosłownym tego słowa znaczeniu. :3


Miłość przez kabel



Okolice Cyprysu 531, statek kosmiczny “AE”, misja pokojowa
2287 rok galaktyczny


~Pikaczu jest dostępny~

Komunikator powiadomił mnie o pojawieniu się na Gadaczu osoby, której oczekiwałam od samego rana. Szybko odpięłam urządzenie przymocowane do kostiumu na specjalnej sprzączce umieszczonej na biodrze. Lista kontaktów była dość długa, ale obecnie nie interesował mnie nikt, prócz jednej osoby.

Ósmy Pasażer Nostromo
18.38
Cześć.

Pikaczu
18.40
Hej.

Ósmy Pasażer Nosrtomo
18.41
Jak tam..?

Pikaczu
18.45
Chujowo. A u Ciebie?

Ósmy Pasażer Nostromo
18.45
Do dupy.

Pikaczu
18.47
Chujowo i do dupy. Miło.

Ósmy Pasażer Nostromo
18.47
Oj nie jest tak źle, nie przesadzajmy.
18.58
Co dzisiaj robiłeś?
20.32
To dobranoc…

Pikaczu
20.33
Pa.

Wspaniała rozmowa, prawda? Pełna miłości, zrozumienia, ciekawa, inspirująca, ba, jedyna w swoim rodzaju i błyskotliwa…
Dobry żart.
Zakochałam się. Straszne słowa.
Mam szesnaście lat, nazywam się Ukyl-Uj. Rasa? Hybryda, pół Człowiek, pół Trytion. Moje ciało kształtem przypomina człowiecze, jednak pokrywa je niebieska łuska, oczy są żółte, a długie, zielone włosy opadają aż do pośladków. Tylko włosy w sobie lubię, reszta jest okropna. Wśród ludzi wyglądam jak dziwadło, u Trytion nie mam czego szukać. Co prawda umiem oddychać pod wodą i mogłabym żyć tak jak one, żywic się rybami i budować podwodne zamki, ale nie mam ogona. Ot, taki mały drobiazg, który skreśla całkowicie możliwość życia pośród sióstr mojej matki.
-Ukyl-Uj? - oderwałam się od szyby, za którą powoli przelatywały różnej wielkości kamienie Furlicha, kolorowe odłamki Cyprysu 531, małej planety na którą właśnie leciał mój ojciec, a ja razem z nim. - Zaraz będziemy podchodzić do lądowania. Musisz wejść do Kabiny K.
Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam i ruszyłam we wskazane miejsce.
Problem z Cyprysem 531 był taki, że wokół planety panowało dziwne promieniowanie. Dla ludzi i istot żywych było niebezpieczne, ale rzeczy martwe, jak chociażby statki właśnie, zupełnie na nie nie reagowały, jakby nie istniało. Pierwsze wyprawy na tą planetę skończyły się śmiercią ośmiu osób. Potem stworzono Kabiny K, miejsca odporne na promieniowanie. Trzeba było tylko do niej wejść, wbić się w dziwny kostium, podłączyć jakieś rurki i czekać. Koniec magii, tylko tyle trzeba było zrobić, aby przeżyć.
Strasznie proste, prawda?
Podpięłam te wszystkie cholerne rurki, nie patrząc nawet na to, co robię. Każdy mój ruch był automatyczny, a moje myśli krążyły wokół faceta, zwykłego Ziemianina, który nawet nie miał pojęcia, że poza Ziemią jest jakieś inne życie.
Andrzej, tajemniczy Pikaczu.
Poznaliśmy się w sieci, a jakżeby inaczej. Dokładniej, grając na jednym forum. Fora rpg, tak zwane pbf’ y to naprawdę fajna rzecz. Jeśli nigdy nie graliście, to gorąco polecam. Chociaż w sumie… jeśli istnieje możliwość, że się zakochacie grając na forum, to nie, nawet nie próbujcie. Miłość przez kabel? Miłość w sieci? Zniszczę teraz marzenia wszystkich dziewczyn o księciu na cyberkoniu - taka miłość nie istnieje. Może być wzajemna fascynacja, ale nic więcej.
Oh. Odbiegłam trochę od tematu. Zakochanie się w Andrzeju nie sprawiło mi wielkiej trudności - był zabawny, posiadał sporą wiedzę i dobrze mi się z nim rozmawiało. Do tego miał naprawdę ładne oczy, chociaż widziałam go tylko na zdjęciu. Kto wie, może w realnym życiu wyglądał inaczej? Może nie miał na imię Andrzej? Może nie był rok starszy? Może był zupełnie inny niż go sobie wyobrażałam?
Nigdy się nie dowiem.
Uczucie, jakie do niego żywiłam rosło z każdym dniem, a on…on zaczął się ode mnie oddalać. Znudziłam się, poczuł się zagrożony moją miłością? Nie wiem. Oczywiście mu nie powiedziałam kim naprawdę jestem. Wyobrażacie to sobie?
Cześć, Andrzej. Tak naprawdę nie nazywam się Ala, ale Ukyl-Uj. Jestem pół Człowiekiem, pół Trytionem. To coś podobnego do waszych syren mniej więcej. Mam niebieskie łuski na całym ciele, żółte oczy i zielone włosy. Urodziłam się na Hollefugrionie, osiemnastej planecie od Słońca w wymiarze Jakkal. Mój ojciec jest człowiekiem, a dokładnie Ambasadorem Ziemi. Ale nie okłamałam Cię całkowicie, naprawdę mam 16 lat. A! Zapomniałabym - mam małą siostrę, ma osiem macek wystających z pleców. Jest bardzo słodka. Myślę, że byś ją polubił. Całuję, Ukyl-Uj.

Powinnam jeszcze napisać, że zjadam małe dzieci na śniadanie, a za dwa lata planuję podbić Ziemię. Na pewno by mnie pokochał.
O ile ja jestem zakochana w Andrzeju, o tyle on ma mnie całkowicie w dupie, że tak pięknie się wyrażę. Obdarza mnie takim samym zainteresowaniem jak owsiankę, którą jadł na śniadanie. A ja każdego dnia czuję się mniej Ukyl-Uj, jakby mnie ubywało, jakby uczucie do niego wyżerało mnie od środka.
I tak pewnie jest. Ba, nawet znalazłam sobie chłopaka w Internecie, też Ziemianina ( oni jakoś tak mnie fascynują ). Byłam gotowa zrobić wszystko, byle zapomnieć o Andrzeju. Z tym Ziemianinem wytrzymałam o dziwno dziewięć miesięcy, ale…cóż, nie udało mi się stłumić uczucia do chłopaka z pięknymi oczyma, dlatego zostawiłam go, bo nie chciałam dawać mu fałszywej miłości.
Sami widzicie jak wyglądają teraz moje rozmowy z Andrzejem. Masakra. Kiedyś wyglądały zupełnie inaczej i tęsknię za tamtymi czasami. Niestety, on ubzdurał sobie, że ja od niego żądam jakiś poważnych deklaracji, że chcę aby traktował mnie inaczej, bo żywię do niego uczucie. A jedyne czego ja chcę, to rozmowa. Chcę, żeby rozmawiał ze mną jak na początku naszej dziwnej znajomości. Nie żadnych deklaracji, nie związków, nie, po prostu chodzi mi o rozmowę.
Ale dla niego to za dużo, najwidoczniej.
Pewnie teraz oczekujecie jakiegoś ciekawego zakończenia. Może śmierci? O tak, to by było bardzo dramatyczne. Zakochana w Ziemianinie pół-kosmitka spaliła się w obrębie promieniowania Cyprysu 531, ponieważ miłość ją męczyła.
Pozdrawiam redaktorów naczelnych wszystkich międzygalaktycznych gazet, ale nie dostarczę im świeżych materiałów, przepraszam.
Nie mam zamiaru się zabijać. Myślę, że miłość do faceta który mnie nie chce nie jest tego warta. Nie warto kończyć ze sobą z powodu uczucia. Bądź co bądź mam dopiero szesnaście lat, całe życie przede mną i nie warto go marnować, w końcu i tak dużo zła już się dzieje i to nie tylko na Ziemi. Ot, chociażby wojna na Cyprysie 531.
-Proszę opuścić Kabiny K, powtarzam, proszę opuścić Kabiny K.
Metaliczny głos wyrwał mnie z tych jakże radosnych myśli. Odpięłam wszystkie rurki, zdjęłam kostium i ruszyłam w stronę wyjścia.
Już z daleka poczułam, że coś jest nie tak.
Ze statku, którym tu przylecieliśmy wychodziło się po opuszczonej po krzywiźnie klapie. Teraz tą klapę pokrywały różnej wielkości czerwone plamy.
Nie trudno było się domyśleć, że to krew.
Przestraszyłam się. Najpierw chciałam się cofnąć, ale zaraz pomyślałam o ojcu. Jako Ambasador Ziemi wychodził z pokładu pierwszy. Niewiele myśląc rzuciłam się w kierunku wyjścia, modląc się w duchu, by ojcu nic nie było.
Nic mu nie było, rzeczywiście. Oprócz tego, że leżał martwy twarzą w dół.
A ja zarobiłam kulkę.
To był celny strzał. Prosto w serce. Prawie od razu umarłam.
Pomyślałam jeszcze tylko, że redaktorzy będą mieli jednak ciekawy materiał do gazet.
A on się o niczym nie dowie.

Ziemia, Kraków
13 maja 2012 roku


Andrzej chodził po pokoju - nie, nie chodził, miotał się we wszystkie strony targany emocjami. Miał już dość udawania przed Alą, że nic dla niego nie znaczy. To już trzy lata. Prychnął, usiadł przy komputerze i wystukał szybko wiadomość.

Pikaczu
14.12
Kocham Cię, Ala.

Ósmy Pasażer Nostromo milczał.
~Koniec~


Ekhem. Skoro tu jesteście, to znaczy, że przeczytaliście moje opowiadanie i nie zasneliście w połowie. Co o nim myślicie? Może być? Jeśli tak, to dobrze, cieszę się bardzo, bardzo, bardzo. A jeśli nie i macie ochotę mnie zabić za kaleczenie języka polskiego...no cóż, zapraszam was na Falkon, tam na pewno się spotkamy. C:


xoxo Tori
Zielona Góra, 11 listopada 2012 

2 komentarze:

  1. boshe ale dziwne przeciesz kosmos nie istnieje lol

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie kaleczenie języka polskiego, co Ty w ogóle sobie wymyśliłaś? Przecież to jest świetne! I jak zazwyczaj nie lubię s-f, (bo to opowiadanie chyba się zalicza?), to to niemal pochłonęłam ;)
    Pozdrawiam cieplutko
    nie-wiadomo-jak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń